AFFIDAVIT – Edward Sławianin

Witajcie!!!

Jestem Wolną Samostanowiącą i Suwerenną Istotą. Przyjaciele nazywają mnie Edward, Edi. Moje pełne dane brzmią: Edward Tadeusz Świętosławski lat 44 znany od wielu lat jako Eddie Słowianin, a obecnie jako Edward Sławianin.

Moja Historia zmierzenia się z „Ideą” Ariów:

Poniższy tekst stanowi AFFIDAVIT i jestem gotów zeznawać co do wszystkich podanych informacji, jakoby były według mojej pamięci i dzisiejszego stanu wiedzy PRAWDĄ i zrobić to pod przysięgą.

Jako jeden z tzw. „twórców, pierwszych Ariów” jak Artur Nowacki, swoją historią (poniekąd wspólną) na pewno rozjaśnię i przybliżę PRAWDĘ o tym, co wydarzyło się i pomogę obnażyć działanie „zła” wykorzystującego ludzkie słabości i pragnienia.

Jestem przekonany, że nie muszę szczegółowo się przedstawiać, gdyż większość ludzi zainteresowanych tematem Ariów i osobą Marcina Krynieckiego (Marcin Vam – Pol Lechicki) na pewno zna mnie z działalności na rzecz odkłamywania historii Słowian, Sławian oraz działającego projektu Radio Sławenia i kanału Edward Sławianin Leh.

By nie rozpisywać się niepotrzebnie zacznę krótko od okresu poprzedzającego poznanie Artura i Marcina. Po wielu działaniach społecznych w wielu krajach w tym w Polsce, po wypadku samochodowym zdecydowałem się zmienić się coś w moim życiu i znalazłem się na wyspach w UK. Ustawiłem sobie życie, zdobywając dożywotni kontrakt w dużej firmie logistycznej, spełniając jednocześnie swoje marzenia bez udzielania się społecznie. Jednak moja natura, kiedy działy się ludzkie krzywdy brała zawsze górę nade mną. Aktywnie pomagałem i działałem w związkach zawodowych United Union pomagając każdemu pracownikowi, robotnikowi bez względu na wyznanie, kolor skóry, czy narodowość by walczyć o sprawiedliwość.

W tym czasie od kilku lat byłem na ścieżce Buddyjskiej podążając za znanym Lamą Ole, gdzie inicjacje udzielone mi przez mnichów Tybetańskich tylko utwierdziły mnie kim jestem.

Po traumie z powodu wypadku w 2011 roku zdecydowałem się ponownie pokazać ludziom i założyłem w 2015 roku kanał Eddie Słowianin. No i wtedy zaczęło się. Odezwali się starzy przyjaciele z czasów działania, oraz pan (który niestety potem także okazał się człowiekiem ogarniętym czarną energią) z NTNS – Najmniejsza Telewizja Na Świecie z Londynu. Chciał bym powiedział coś o przyjeżdżającym Darku Kwietniu (bo tematem UFO interesowała się NTNS), a Darek właśnie miał przylecieć do Londynu. Po wywiadzie w NTNS zrobiło się głośno o mnie.

Z racji iż mieszkałem 2 godziny drogi od Londynu często rozmawiałem z owym panem przez Skype i wtedy przedstawił mi on Pawła grającego na gongach.

Od tamtej pory zaczęła się fantastyczna znajomość moja i Pawła z rodziną.

W listopadzie 2015 roku, Paweł namówił mnie bym pojechał z nim do Londynu na spotkanie grupy „świadomi ludzie”, gdzie miał opowiedzieć o tym co robi i zagrać na gongu. Zgodziłem się i tak poznałem grupę świadomych w tym Artura. Tak zaczęła się znajomość z wieloma ludźmi w tym z Jackiem (jednym z Ariów). Na kolejne spotkania ciężko mi było dotrzeć z uwagi na pracę i znaczną odległość.

Na przełomie 2015/2016 roku, kiedy jak co dzień rozmawiałem telefonicznie z Pawłem, dowiedziałem się, że pewien człowiek o imieniu Marcin, bardzo chciałby mnie poznać i prosi o mój numer telefonu. Kiedy Marcin zadzwonił, z wielkim zapałem i fascynacją zaczął opowiadać o Słowianach, oraz o pranie, kopułach itd.. Zasypywał mnie pytaniami…

Pod koniec pierwszej rozmowy odniosłem dziwne wrażenie iż coś jest nie tak, jak powinno być (za duże huuuraaa). Zbyłem to uczucie by kierować się zaufaniem, zwłaszcza że nie znałem Marcina. Powiedziałem, że przemyślę sprawy i może się spotkamy.

Z rozmów z Pawłem dowiedziałem się, że Marcin ciągle nalega na spotkanie z nami. Po kilku namowach uległem i pojechaliśmy z Pawłem na pierwsze spotkanie z Marcinem w styczniu 2016 roku. Spotkanie odbyło się na słynnej mili kwadratowej Rothschildów – Canary Warf.

Paweł z lekkim uniesieniem zaczął opowiadać o tym miejscu, ciemnej energii, banksterce. Zdziwiło mnie, że zostałem zaproszony na pierwsze spotkanie w takie miejsce. Czekaliśmy na Marcina, który w końcu z lekkim spóźnieniem pojawił się i od razu powiedział „chodźcie ze mną, coś wam pokażę, a wtedy usiądziemy i poznamy się”.

Popatrzyliśmy na siebie zdziwieni i ruszyliśmy w ślad za Marcinem. Zaprowadził nas na tyły biurowca, gdzie na Tamizie wzdłuż brzegu stała zacumowana ogromnych rozmiarów prawie 80 metrowa biała łódź, wysoka na 5 pięter z czarnymi oknami i wieloma radarami, bez jakichkolwiek oznaczeń. Pokazał nam palcem mówiąc: „spójrzcie tam” kierując palec na okna i dodał: „to jest moja kochanka, teraz możemy iść porozmawiać”. To mną wstrząsnęło, gdyż nie rozumiałem po co ten cały teatrzyk. Jednak ukryłem uprzedzenia, nie chciałem kierować się emocjami. Poszliśmy do restauracji, gdzie Marcin zaczął snuć swoje opowieści – zapewne takie same dla wszystkich, których potrzebował… Mówił o sobie, o przygodzie z praną i o kopułach oraz wypytywał mnie o Słowian. Przyznam ,że zaciekawił mnie, (a wyczulony jestem na kłamstwo) choć coś z tyłu głowy podpowiadało mi „uważaj”!! Tak zaczęła się nasza znajomość z Marcinem Krynieckim vel Marcin Vam.

Dzięki znajomości Marcina z Aleksandrem Berdowiczem z Porozmawiajmy TV opowiedziałem u niego o Ariach, Słowianach i wedach.

Stąd zapewne Marcin na drugim spotkaniu w restauracji w Carllucios w Canary Warf zaproponował nazwę naszej grupy Ariowie. Tam też poznałem Piotrasa, z którym działamy do dzisiaj, oraz Jacka, a potem Tomka. Wtedy drugi raz coś z tyłu głowy podpowiadało mi, że coś jest nie tak. Jednak widząc zadowolenie reszty nowo poznanych przyjaciół, uległem nastrojowi chwili.

Pomimo iż mieszkałem 2 godziny drogi od Londynu, zaangażowałem się i po kilku cotygodniowych dojazdach na spotkania, projekt Ariowie zaczął nabierać rozpędu. Zaproponowałem wzór przysięgi oraz z powodu iż zajmowałem się symbolika słowiańską, zaproponowałem dwa symbole słowiańskie z uzasadnieniem pisemnym, co zachowałem w emailach do dnia dzisiejszego. Tak więc po wspólnej naradzie zdecydowaliśmy, że wykorzystamy symbol Sadhana.

No i wtedy zaczęła wychodzić natura Marcina.

Kiedy w kwietniu 2016 roku Marcin wyciągnął chłopaków w tym Artura do Bośni na pranę usłyszałem jego argumenty, że „będziemy czekać z Ariami i z kick starterem na odpowiedni numerologicznie dzień”. Wtedy zniecierpliwiony odraczaniem startu Ariów, Piotras zaczął dzwonić do mnie bo widział, że tyko ja chcę naprawdę działać. Wtedy to wkurzyłem się i jako pierwszy nagrałem filmik informujący o naszej grupie, który jako dowód ukryty miałem na YouTube, a po prośbach kolejnych poszkodowanych ujawniłem i wrzuciłem na kanał cda.pl na mój profil.

Link do filmu: https://www.cda.pl/video/59316440d/vfilm

Nagrałem go w kwietniu 2016r. na farmie pod Tamworth gdzie mieszkałem. Wtedy po raz pierwszy zdecydowałem się mimo nieobecności Marcina i reszty zorganizować pierwszy wiec Ariów.

Na wiec na którym poprowadziłem wykład i potem Piotras, pojawiło się wielu ludzi którym pomogłem jak i świadomych ludzi i sam Marcin. Już wtedy moi dobrzy przyjaciele po poznaniu Marcina zadawali mi to samo pytanie: „co Ty robisz z Taką ciemną postacią!? Nie lubię go, on jest zły!!!”. Wielu z nich już wtedy dostrzegało lekceważący stosunek Marcina.

Jednak ruch Ariowie już ruszył, a nie chciałem rozwalać projektu.

Od jakiegoś czasu przebywałem na zwolnieniu lekarskim, co znacząco obcięło mi pensję. Miałem ograniczone możliwości by prowadzić działania związane z Ariami i… dojeżdżać do Londynu pokonując setki mil co tydzień za resztę swoich pieniędzy. Stąd raz, kiedy mieliśmy się spotkać w hrabstwie Kent (jeszcze dalej od Londynu), zażądałem zrzutki chociaż na paliwo dla mnie. Kilka osób zrzuciło się PayPalem razem otrzymałem 60 funtów od kilku osób, co później Marcin wykorzystał do drwin, że „nie śmierdzę groszem” i że mnie rzekomo finansował. Jaja jak Berety.

To właśnie wtedy zapalił się samochód Jacka.

Wcześniej kiedy po raz pierwszy nocowałem u niego w domu, poznałem jego żonę Wiktorię i córkę Amelię (już wtedy coś mi w tym domu nie pasowało). To czas kiedy nakręciliśmy ten słynny film siedząc na drzewie. Marcin siedział przed 60 calową plazmą i opracowywał 3 minutowy film na drogim komputerze apple wklejając podporowe zdjęcia. Zapytałem go po raz pierwszy co on robi? To jest manipulacja. Odpowiedział, że robi to zgodnie z ciągiem fiboniaciego (zademonstrował mi) by ludzie się skupili itd.. To mnie wkurzyło bo po raz pierwszy potwierdziło mi jego hipokryzję, a ja nienawidzę kłamstwa i manipulacji. Marcin w kontakcie ze mną otworzył się. Opowiadał jak go zwerbowano z wojska do służb. Jednak ja nie widziałem go na zdjęciach w czerwonym berecie żandarmerii, a w zielonym – wojsk lądowych. Chwalił się jak to swojemu podwładnemu potrafił kolbą AK47 wybić wszystkie zęby, bo się spóźnił. To mną wstrząsnęło. Nie wiedziałem co robić bo nie chciałem rozwalać Ariów, których dopiero co „powołaliśmy do życia”. W trakcie przebywania z Marcinem, jadąc z nim jego autem we wschodnim Londynie wygadał się w ferworze rozmowy iż za rok będzie jeździł Teslą. Odpowiedziałem mu na to: „że ja chce by wszyscy byli szczęśliwi i mieli po równo, ja nie potrzebuje mieć więcej od innych”. Zbył moją odpowiedź inną opowiastką.

Kolejny puzzel wskoczył na miejsce. Nagle od maja zaczęły wśród pierwszych Ariów tworzyć się grupki i nie jeden przyznał że Marcin „tylko gada i nic nie robi”.

Potem spotkanie w hrabstwie Kent i pożar auta Jacka. Stwierdzili, najpierw Paweł a Potem Marcin ze nie chcą Jacka i my zawtórowaliśmy skoro był jednomyślność (wtedy poczułem się bardzo nie swojo). Jedynie jak zaczął dzwonić do mnie Jacek, Paweł i Marcin powiedzieli bym mnie odbierał. Potem Marcin poinformował nas ze Jackowi na autostradzie pali się auto. Kiedy powiedzieli Marcinowi by on powiedział Jackowi, że nie chce go w Ariach. Odpowiedział (co mnie zmroziło!!!) „Niech się sam domyśli i odpadnie”. Kiedy Marcin oznajmił co się dzieje, Paweł nie ukrywał uśmiechu, Marcin także. Wtedy powiedziałem niby ironicznie do nich: „ale jesteście niebezpieczni. Nie chcecie kogoś i nagle auto mu się pali”!! Wtedy dotarło do mnie, że jak mi się coś wydarzy, mnie tak samo potraktują. Po powrocie z Kent załamany tym wszystkim wróciłem do pracy z chorobowego. Załatwiłem sobie urlop na lipiec by pojechać do Piły by obejrzeć te hektary, o których mówili Marcin, Paweł i Artur. Tydzień przed wyjazdem Paweł oznajmił, że rzuca Ariów bo wrócił z Warszawy z Akademii Ducha i będzie wreszcie zarabiał pieniądze za grę na gongach.

Potem powiedział ze mnie zabierze do Piły. Załatwiłem urlop. Jednak dzień przed zadzwonił, może nie ma miejsca bo Marcin nie może lecieć samolotem i że mam sobie samolot załatwić.

Załamałem się i popłakałem, bo tyle energii w to włożyłem, a tutaj okazało się ze zostałem odstawiony. Marcin już wykazywał zmęczenie mną gdyż naciskałem na start projektu kick starter i mówiłem mu „że zbankrutujemy nim to się zacznie i że nie przemawia za mną już numerologia”, którą Marcin się zakrywał przesuwając start kick startera na sierpień!

Wtedy stwierdziłem, że dam sobie radę i wybaczam Marcinowi i Pawłowi, że wróci i tak do nich co zasieją. Jeszce przez miesiąc Artur po powrocie z Polski pełnił rolę mediatora zapewniając mnie, że nadal jestem potrzebny w zespole. Jednak gdy kick starter wystartował, w opisie autorów projektu oczywiści zabrakło mnie, a w zamian pojawił się deweloper z Polski.

Na koniec sierpnia 2016 roku otworzyłem swoją firmę przewozową i robiłem projekty domów przyjaciołom w tym w Londynie i na Gotlandii. Prowadziłem dalej kanał i obrzędy Słowiańskie w Europie. Dałem sobie radę i opuściłem Anglię 12 kwietnia 2017 roku z wielka ulgą. W sierpniu 2017 roku pokazano mi artykuł pana Białczyńskiego o Polu Lechickim, że to agent. Wtedy Paweł napisał do mnie, że doszli z Marcinem do wniosku iż to ja za tym stoję, bo wiem dużo o Marcinie. Oczywiście nie była to prawda, dlatego Pawłowi nie zaufam już nigdy. Wtedy Marcin na messengerze zagroził mi, że jak nie odwołam tego wszystkiego to cytuję: „zdechnę jak pies”.

Zrobiłem zrzuty ekranu i udostępniłem to na głównym moim profilu by wszyscy widzieli zakłamanie Marcina. Atakował mnie bo jakimś cudem Białczyński dowiedział się, że nie współpracuję z Marcinem i wspomniał o tym fakcie w artykule. Marcin zaczął opisywać publicznie moje prywatne życie i nadal mi groził. Pisał że finansował mnie i ma na to dowody. Wtedy (pamiętam jak dziś) nagrałem przed północą za żywo na Facebooku film, na którym zdementowałem pomówienia Marcina i Pawła oraz stwierdziłem „że dobry człowiek nie postępuje jak Marcin”. To była moja ostatnia konfrontacja z nim. Widziałem w jego filmach, że nie zmienia się i perfidnie manipuluje ludźmi. Nawet dzisiaj 29.12.2020 roku, kiedy to opisuję wiele złego się wydarzyło w rodzinie. Także wspominanie tego człowieka przyciąga bardzo złą energię, wręcz destrukcyjną. Od kilku lat, gdy ktoś o nim mówi to odpowiadałem i będę odpowiadał tak samo: „To bardzo niebezpieczna zła istota”.

Sława!!!

Z poważaniem
Edward Tadeusz Świętosławski

29-12-7529 r. słow. / 2020 r. łac.

Ariowie Londyn 28 05 2016 część 1

Ariowie Londyn 28 05 2016 część 2

Ariowie Londyn 28 05 2016 część 3

Ariowie Londyn 28 05 2016 część 4