Nick: Wojtas / Górny Śląsk

Cześć Ci Człowieku. Cześć Ci Dobry Duchu.

Zanim przeczytasz ten tekst, pragnę poinformować, że jestem mężem i tatusiem, bardzo silnie broniącym swoich najpiękniejszych w życiu wartości i dóbr.

Wielu ludzi mnie oszukało i nie chcę się nad tym rozwodzić, ale jeżeli moja szczera wypowiedź zawarta w poniższym wypracowaniu zostanie kiedykolwiek użyta przeciwko mnie, jako odbiorca owej informacji miej świadomość tego, że konsekwencje będą srogie i wysoce adekwatne do krzywdy jaką mi za jej pośrednictwem uczynisz.

Ja, świadomy swoich praw i przywilejów Suweren, dziedzic Naszych Świętych Słowiańskich ziem o dobrym imieniu Wojtek z godnością: „H”… oświadczam wszem i wobec, iż ze strony organizacji / firmy Ariowie Ltd zwanej dalej po prostu Ariowie zostałem potraktowany w sposób nieadekwatny do swoich intencji – czynienia wspólnego dobra na korzyść wszystkich prawych i wspaniałych ludzi.

Przemyślałem kwestię „pod przysięgą” i nie zrobię tego. Ze względu na to, że w gruncie rzeczy – nie wyrządziła mi ta sytuacja żadnej większej krzywdy. Przepraszam chłopcy.

Ubytek moralny jest, ale niewątpliwie mniejszy niż w przypadku o wiele silniej zaangażowanych w projekt ludzi.

Zarzucam wyżej wymienionej firmie manipulację przepływu informacji na publicznych forach. Wymuszanie pewnego rodzaju posłuszeństwa ideologicznego na wzór Marcina K. szerząc jednolity stereotyp kreowania wypowiedzi pod presją otrzymania „bana na 1000 lat” tj. dożywotniego wyrzucenia z przestrzeni Ariów.

Wstyd by temu facetowi było (Marcinowi K.), wykazał skrajnie wysoce zaawansowany sposób okazania wyjątkowo niegodziwej hipokryzji.

Brak argumentów pozwalających jednoznacznie stwierdzić, iż ruch o dumnej nazwie Ariowie nie jest zwykłym oszustwem sterowanym przez Marcina Krynieckiego ps. Marcin Vam lub szerzej znany Pol Lechicki.

Zbiórki pieniędzy na rzeczy, które nie mają pokrycia w realiach. Platforma Ar1a okazała się lejkiem środków od wystraszonych obecną sytuacją ludzi. Brak jasności gospodarki finansowej.

Kreowanie poczucia winy u ludzi, którzy są prawi i dobrzy, a nie posiadają środków na przelewy na wskazane zagraniczne konta. Zostali oni potraktowani podle – cytuję „tak wam zależy na wolności i suwerenności!”. Był taki film jego autorstwa.

Do organizacji przyłączyłem doszukując się w sieci ludzi o podobnych poglądach. Trafiłem na Ariów. Do wspólnych rozmów zaprosił mnie Adam Pogromca – fajny facet z bardzo szczerymi intencjami.

Było kilka spotkań, Marcin K. mamił oczy ludziom wierząc, że jest nas wiele tysięcy, a na spotkania całego powiatu zjawiały się 4 osoby, w porywach 6. Mówiłem do siebie: „okej… ludzie są porozrzucani po całym świecie, pewnie tak to jest”.

Było kilka fajnych spotkań przy kawie. Poznałem ciekawych ludzi, z kilkoma mam kontakt do dziś. Problem zaczął się po akcji ulotkowej, w której czynny udział jako organizator brał Piotr Nicer ps. Bitcar.

Zbierał pieniądze od ludzi, które znikały w drodze do „druku”. Zebrał tam ledwie kilka stów z kilku rodów, ale kiedy zacni i szczodrzy ludzie jak np. „M…” zaczęli dopytywać się o to, gdzie kasa idzie i w jaki sposób jest dysponowana rozpoczął się proces utraty wiarygodności całego projektu.

Masa wymówek, wyrok rady Ariów wobec Bitcara, który nie przyniósł żadnego rezultatu pokazał jednoznacznie, iż Konstytucja Suwerena jest jedynie martwym tworem i pożywką dla naiwnych ludzi pragnących lepszego świata. Tak naiwnych jak byłem i ja.

Odbył się pierwszy WIR na Górze Św. Anny. Było trochę ponad 50 osób. Fajne spotkanie trwające 3 dni. Kolejny WIR miał odbyć się w Suchedniowie miesiąc później, ale został odwołany. Mimo wszystko odbył się, a liczebność ludzi była imponująca. Odwołanie było argumentowane dezynfekcją ośrodka i kwarantanną ludzi wchodzących na niego. Informacja ta była oficjalna i nadana przez Marka Bulowiana. Okazało się to bzdurą i nic takiego nie miało miejsca. Marek został zmanipulowany, nie można go winić. Znam go osobiście, to poczciwy, dobry chop. Z moich własnych wniosków wynika, że odwołano go ze względu na poszerzającą się grupę ludzi widzącą ten cały szeroko zakrojony przekręt i trzeba było ukrócić przepływ informacji wewnątrz grupy.

Wiele osób zaczęło dopytywać o szczegóły. Jako, że znam osobiście pewnego M… który kładł na proces spore sumy, a który na koniec został potraktowany jak niewygodny świadek, został usunięty z przestrzeni dochodząc pokwitowania przeznaczenia przekazanych przez siebie pieniędzy.

Kiedy zaczęła się awantura, posty na czacie zaczęły znikać z sekundy na sekundę. Kilka wpisów ode mnie w tym temacie i poszedł ban na moje konto. W załączniku screeny jakie udało mi się zrobić, nie posiadam niestety wszystkich, bo byłem na ten czas w pracy i pewne momenty mi umknęły.

Wpłaciłem na projekt 200 zł i całość została mi zwrócona. Wielu poczciwych ludzi również zostało zbanowanych, kiedy zaczęli zadawać niewygodne pytania. Moje posty znikały z minuty na minutę, aby jak najmniejsza grupa ludzi mogła je odczytać.

 

Zdrawiam.

Nick: Wojtas / Górny Śląsk